Tour

0

Dni kilka minęło, zakwasy zeszły, to może i warto zebrać w więcej niż kilku słowach ostatnią wycieczkę. Przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę… toteż wziąłem szanownego Karola ze sobą, a także ogarnąłem z grubsza trasę. I przesiadki. Dużo przesiadek. Za dużo przesiadek. Tak przesiadki to była katorga ale po kolei.

Łódź Widzew

Spotykamy się na dworcu na Widzewie, każdy z nas ma już parę km najechane więc trzeba pamiętać o wyłączeniu GPSów i … długa. No nie taka długa, bo dzięki wspaniałym podziałom kolei nie możemy normalnie dojechać do Częstochowy. Trzeba wysiąść z ŁKA (pod władaniem urzędu marszałkowskiego województwa łódzkiego), wsiąść w Regio (pod władaniem … urzędów marszałkowskich wszystkich województw po trosze), wysiąść w Częstochowie, wsiąść w pociąg Kolei Śląskich (pod władaniem UMW Śląskiego) i z przesiadką w Katowicach dojechać do Goczałkowic.

Dlaczego odcinek Radomsko-Częstochowa nie może być po prostu przedłużeniem składu ŁKA do Radomska, albo być składem Łódź-Częstochowa z Regio tak jak było we wcześniejszych latach – nie wiem. Komuś przeszkadzało że klient nie musiał przesiadać się na zadu… w małej mieścince niewiadomo gdzie. Zwłaszcza gdy DK91/DK1/A1 Łódź-Częstochowa jest w remoncie … Brawo WY Z…..ni politycy.

No ale dość o tym. Przesiadki, pod koniec już obaj mieliśmy serdecznie dość, wysiadamy i kierunek sklep, zakupy na kolację, śniadanie i jedziemy gdzieś sobie w las. Po drodze mijamy wspaniały widok zalewu Goczałkowickiego zaraz po zachodzie słońca z obłędnym niebem. Boski widok. Dla takich chwil warto było spędzić w pociągach te godziny.

Zalew wieczorem

Po urokliwej nocce w hamaku/namiocie czas ruszać w kierunku naszego pierwszego celu dla wyjazdu – spotkać peleton Tour de Pologne na trasie. Czyli najpierw Bielsko Biała, najlepsza spotkana w tym roku kawiarnia CarmeloveCafe na Karpackiej, przy okazji kilka mniejszych morderczych ścianek które PłaskoPolan wymęczają solidnie i informują po co w rowerach są kasety MTB a nie szosowe… (no nie w moim…), w końcu czas podjąć kluczową decyzję dnia. I oczywiście podjąć ją błędnie 😀 Czyli zamiast wprost na Straconkę, jedziemy pod schronisko na Magurce Wilkowickiej.

Na Magurce

Kilka kilometrów wypychu później jesteśmy na szczycie. Zadowoleni, wykończeni, jeszcze tylko obiad, zjazd, mała awaria roweru i już czekamy na peleton. Do tego jakieś piwko albo dwa i po przejechaniu peletonu można iść vis-a-vis do lasu poszukać sobie “kwatery” na nocleg pod namiotem czy w hamaku pośród leśnych ostępów. Kolejna nocka miła, przyjemna i bez ludzi. Co prawda z komarami ale ciii.

Dzień trzeci to dzień dla drugiego celu naszej wyprawy – Karol i jego pierwsza życiowa setka. Na dobry początek zjazd z Przegibka … o połowę wolniej niż wczoraj zrobili to PROsi, ale umówmy się – oni nie mieli sakw, noclegu i zestawu do robienia kawy ze sobą. Barbarzyńcy 😉 A po zjeździe i kawie pod żabką czas zacząć zjazd z gór na niziny. Czyli najpierw dwa mordercze dla nas podjazdy by później już przez Brzeszcze, Oświęcim (super Wiślana Trasa Rowerowa! – nawigacja niepotrzebna, super oznakowanie i przygotowanie drogi) Jaworzno kierunek Dąbrowa Górnicza. Na wyjeździe z niej jeszcze przygody ze sklepami gdzie akurat kasa nieczynna i szukanie noclegu na kolejnej kwaterze w hotelu żubr 😉

Żelazo na horyzoncie

Niestety czwarty dzień znów przechodzi pod hasłem “rowery na tory”, głównie ze względu na mój brak formy i łapiące skórcze, ale nie ma tego złego.

Wnioski na przyszłość? Kilka na bank jest.

  • w góry warto zabrać kasetę MTB a nie szosową.
  • Za wczasu ustalić że wybieramy trasę z minimalną ilością wypychu – zabija kolana i mięśnie
  • Zdecydować się na jeden sposób noclegu w grupie – szukajmy ALBO drzew ALBO płaskiego. W górach obu nie ma na raz 😉
  • Dwa razy sprawdzić zabierane rzeczy czy gdzieś nie robimy wtopy
Dąbrowa Górnicza

No właśnie wtopy – nie ma wyjazdu bez błędów. Z mojej strony też conieco było:

Dwie góry od termiki, gdzie termikę brałem do spania jako pidżamę. Tak – pakując się nie zauważyłem że zamiast zestawu góra + spodnie wziąłem dwie góry. ZONK!

To durne podprowadzanie na Magurę. Zdecydowanie przerost formy nad treścią. Nie dało to jakichś super widoków, obiad jak obiad, nic wybitnego, można było odpuścić i podjechać jak wszyscy przez Straconkę.

Przednia sakwa – zdecydowanie muszę pomyśleć nad zastąpieniem worka przeciwdeszczowego mocowanego trokami do kierownicy dedykowaną torebką która nie będzie się przemieszczać na kierownicy oraz będzie łatwiejsza do ogarnięcia.