Technika małych kroków

popularna teoria wśród nauczycieli, mówiąca o tym by uczyć się po kawałku, przetrenować coś i dopiero iść dalej. Coraz częściej odnoszę wrażenie, że to bullshit. Serio.

Ostatnio dość dużo czasu poświęcam na naukę, to chyba normalne po zmianie pracy, że trzeba się wdrożyć w sporą ilość nowych rzeczy. Nowe technologie, nowe sposoby używania znanych narzędzi, nowe pomysły, nowe… wszystko jest nowe więc trzeba się szybko wdrażać i ogarniać.

No i wtedy wychodzi na jaw, że wolę w takiej sytuacji być wrzucony na głęboką wodę, musieć te wszystkie sroki złapać na raz i czuję się wtedy najlepiej. W sytuacji gdy mam się uczyć małymi krokami to nie idzie. Nie idzie ani sprawnie, ani szybciej ani lepiej. Po prostu nie idzie. Zatrzymuję się bardzo szybko i trafiam na jakiś mur - który w innym wypadku najczęściej przeskakuję niezauważając nawet. Także tego.

testy?

Ostatnio o nich pisałem, idzie ładnie, w sumie przeskakuję nad tematem bo piszę coś innego, a one powstają już niemal całkowicie bez myślenia na ten temat. Mają być, chcę by były i są, a nad drobiazgami nie muszę myśleć bo po prostu powstają. To po troszę jeden temat z pierwszej części.

Visual Studio Code

To taka fajna rzecz z której ostatnio nauczyłem się mocniej korzystać. Mocniej to znaczy, że w każdej godzinie jest na widoku tak przeciętnie przez kwadrans. Co jest chyba niezłą wartością, gdy pisze się na codzień w VS a nie VSC. Wszelkie jakieś rzeczy w tle, logi, konfigi… od groma rzeczy, do których Visual Studio jest za ciężkie, a przy których mnie prywatnie Notepad++ irytuje.

No to do zobaczenia :-)